niedziela, 16 lutego 2014

Northern Exposure

Przyjemnie jest odpłynąć oglądając Przystanek Alaska. To jeden ze sposobów na chandre, taka moja przystań filmowa. 
Często myślę sobie jakby to fajnie było wpaść do Cicely, by zaczerpnąć w płuca  arktycznego powietrza, ponieść się filmowo- szamańskim wizją Eda, pośmiać się ze sprzeczających się  Dr. Feischmana i Maggie. 
Z chęcią zjadłabym łosioburgera  zaserwowanego przez słodką Shelly i pogawędziła o nieznośnej lekkości bytu z ujmującym Chrisem. 
Pewnie wypiłabym niejedno piwo z Holingiem przysłuchując się opowieściom Maurice o NASA i poznała się z przechadzającym po miasteczku łosiem Morty.
 Jeszcze jest  przemiła właścicielka sklepu  Ruth i opanowana do granic możliwości Marilyn. 
Dobrze jest od czasu do czasu oderwać się od ziemi w tak doborowym towarzystwie. 
A gdyby móc ot tak wpadać do Roslyn Cafe, czy życie nie byłoby przyjemniejsze?
Cudowny film pełen humoru, ciepła, refleksji. Dla mnie metafizyczny, jedyny w swoim rodzaju.

7 komentarzy:

  1. Pamiętam te czasy z "Przystankiem ..." ^^
    Mało jest takich zapadających na zawsze w pamięć seriali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeden z tych ,ktorego nie sposób zapomnieć. Czasy , gdy był emitowany w dwojce i ja pamiętam. Kultowy łoś i piosenka z czołowki zawsze wywołują uśmiech :)

      Usuń
  2. Uwielbiałam ten serial. Marzyła o wyjechaniu na Alaskę przez naprawdę długo.
    No i bez Joela Fleischmana to było już nie to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się do teraz Alaska marzy :)

      Usuń
  3. O matko, mój ulubiony serial :) Byłam nawet zalegalizowaną fanką Stowarzyszenia Miłośników PA, jeździło się na zloty, to były czasy, ju huu! ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Zloty! To zapewne musieli być pozytywnie zakręceni ludzie ;)

      Usuń
  4. I moja była Alaska! Metafizyczny film - zgadzam się w 100%

    OdpowiedzUsuń